Z Kaszub w Pieniny

Relacja z kolonii naszych dzieciaków

14 sierpnia 2022

Halo, halo! Stali bywalcy niedzielnej Mszy św. o 12.00 z pewnością zauważyli, że 14 sierpnia w kościele było nieco puściej… A to dlatego, że ponad pięćdziesięcioosobowa grupa jej stałych uczestników (licząc już z niemałą ekipą ministrantów) wyruszyła zdobywać pienińskie szczyty… Zapraszamy do śledzenia naszych poczynań! Krótkie relacje oraz zdjęcia z poszczególnych dni, będą zamieszczane na stronie naszej parafii (w miarę dodawania nowych zdjęć, będą się pojawiały w galerii kolejne strony zawierające najnowsze fotki – by je obejrzeć, należy klikać numery tychże stron w górnej [bądź dolnej] części okna ze zdjęciami)

DZIEŃ PIERWSZY

Jak minął nasz pierwszy dzień? Jechaliśmy. Coś jeszcze? Jechaliśmy? A coś jeszcze? No… jechaliśmy. Tak – bite 11 godzin w autokarze (licząc z postojami)! Niby wygodnie, bo i z klimatyzacją, i bezpiecznie (!), i z rodzicielską „wałówką”, i z proboszczowskim błogosławieństwem, i w doborowym towarzystwie, i przy ciekawym filmie (niejednym), i z chwilą na modlitwę… ale każdy z nas mógł się przekonać, że tryb siedzący, to nie jest to, do czego przeznaczony jest człowiek. Zasłużone, kilkugodzinne rozprostowanie kości przyniósł nam dopiero nocny odpoczynek w pensjonacie, który stanie się naszym domem na najbliższych kilka dni. By nie pogubić się w gąszczu pokojów (i mimo zmęczenia), uczestnikom nie zabrakło jeszcze siły, by przed pójściem spać, przygotować kreatywne nazwy swoich lokatorskich mini-grupek. Potem padliśmy.

DZIEŃ DRUGI

Pospaliśmy dziś nieco… Dzień rozpoczęliśmy o 8.00. Wystawne śniadanie, po nim podział na grupy, przedstawienie opiekunów, prezentacja regulaminów i zasad… Może i nieco sztampowo i niezbyt wakacyjnie, ale chodzi o to, żeby nasz wypoczynek przeżyć bezpiecznie. Niedzielna Eucharystia w pobliskim kościele dała dodatkowe – duchowe wzmocnienie. Ciekawym punktem dzisiejszego popołudnia było spotkanie z panem Stanisławem – najprawdziwszym góralem, który swoją pasją życia będzie próbował zarazić nas w najbliższym czasie… Zaczął od warsztatowych zajęć z metaloplastyki. Ćwiczyliśmy nie tylko zdolności manualne wykonując ozdobne świeczniki, ale także intelektualne (!) rozwiązując (lub mając z tym problem…) WŁASNORĘCZNIE przygotowane dwie łamigłówki. Atrakcji dnia dopełnił spacer na nieodległy zalew i pogodny wieczór... Po zabawie - modlitwa wieczorna, ogłoszenia i regeneracja sił na kolejny dzień intensywnego wypoczynku...

DZIEŃ TRZECI

Udało się dokonać dziś rzeczy niemożliwej! Dzieciarnia NAPRAWDĘ się zmęczyła! :) Ale po kolei. Zapowiadający się deszczowo świąteczny dzień rozpoczęliśmy od Mszy świętej w parafialnym kościele. Po wyjściu z kościoła okazało się jednak, że nie będzie tak źle. Słońce zachęciło nas do wyruszenia w pierwszą prawdziwą górską wyprawę. Zdecydowaliśmy się zdobyć Lubań (1211 m npm). Wyszliśmy z przełęczy Snozka, by pod czujnym okiem poznanego wczoraj pana Staszka - w niemałym trudzie - wdrapać się na wspomniany szczyt. Po drodze słuchaliśmy ciekawych opowieści o historii gór, zasadach chodzenia po nich, czy o leśnym "Internecie" oraz regenerowaliśmy się przy górskich strumykach... Na uczestników marszu czekała nagroda - piękny widok z mieszczącej się na Lubaniu wieży widokowej. Motywatorem do wartkiego zejścia w dół okazała się depcząca nam po piętach burza. Zgubiliśmy ją jednak, a w zamian otrzymaliśmy piękne i nietypowe, a do tego dość długo utrzymujące się zjawisko - tonęliśmy w promieniach słonecznych, przy jednoczesnym letnim deszczyku... (czyżby taki prezencik od Matki Bożej z okazji Jej święta?) Atrakcji dnia dopełniła gawęda naszego przewodnika na temat góralskich strojów. Dowiedzieliśmy się w jaki sposób górale zabezpieczali swój strój przed deszczem, czemu na kapeluszu są muszelki, czy też skąd góralki brały swoje suknie. Na zakończenie pokazu chętni mogli przebrać się w góralskie stroje.

PS. Ważna informacja do babć: przejrzyjcie swoje szafy i wyciągajcie z nich najgłębiej pochowane ubrania. Będzie trzeba opowiadać swoim wnukom o ciuchach z młodości (zwłaszcza tych ludowych). Przewodnik zapewnił, że z całą pewnością kryją niezwykłe historie... 

DZIEŃ CZWARTY

Bez wody nie ma życia – wie to każdy. My powiemy więcej – bez wody nie byłoby dziś tyyyyle frajdy! Wstaliśmy nieco wcześniej – sprawnie zjedzone śniadanie, szybko zrobione kanapki, buty zawiązane w autokarze i w drogę! Kierunek – Sromowce. To tu czekały na nas dwie ekipy mające zapewnić nam przedpołudnie pełne wodnych atrakcji – dla młodszych tradycyjna tratwa, dla starszych ponton, kaski i wiosła (!) Słowem: spływ Dunajcem. Znany nam już dobrze pan Staszek, przekonany, że następnym razem przyjedziemy tu jako emeryci, zadbał, by nasz spływ był w iście klimaciarskim stylu! Czemu niby taki klimaciarski? Bo jeszcze bez tłumu turystów oraz w niezwykłej oprawie przyrodniczej (stąd właśnie wczesna pora wyprawy). Unoszące się tu i ówdzie delikatne mgliste welony nadały dwugodzinnej wyprawie absolutnie niepowtarzalnego klimatu. Po spływie udaliśmy się jeszcze na spacer Wąwozem Homoli. Pouczająca wycieczka wzdłuż łagodnie szemrzącego strumyka była nie tylko ćwiczeniem nóg, ale i umysłów… Małe zakupy w lokalnym sklepie stanowiły przedsmak kolejnej wodnej atrakcji, którą przygotowali nasi opiekunowie już w ośrodku – BALONIADA! Podrzucanie (przy pomocy ręczników) wypełnionych wodą balonów w kierunku przeciwnej drużyny to super zabawa, a przy okazji świetny sposób na ochłodę (tak, tak, pogoda dziś nas rozpieściła), bo nie każdy balon został złapany przez rywali... Po tej mini-kąpieli przyszedł czas na odżywienie ciał (obiadokolacja) i dusz (Eucharystia). Eliminacji nudy wieczornej przysłużyły się jeszcze wieczorne zabawy. Może jeszcze starczy czasu na telefon do rodziców… ;) Próbujcie, drodzy Państwo ;) 

DZIEŃ PIĄTY

Czy w Tatrach, przeciętny polski turysta znajdzie coś ciekawego oprócz Krupówek? My już wiemy, że można mieć dużo szeeeeeersze spojrzenie na to piękne pasmo Karpat. Dzień rozpoczęliśmy od wczesnego śniadania – potem godzinna przejażdżka autokarem z arcyciekawymi opowieściami pana Staszka na temat najwyższych polskich gór i miejscowości, które mijaliśmy. Autokar nie był jedynym dzisiejszym środkiem transportu – wyciągiem krzesełkowym „zdobyliśmy” Gubałówkę, skąd rozpościera się piękna (choć dziś nieco zachmurzona) panorama naszych gór z „wizytówkowym” dla Zakopanego Giewontem. Widok został uzupełniony opowieścią naszego przewodnika o historii gór, miasta u ich podnóży (Zakopanego) i charakterystycznego krzyża umiejscowionego na nosie „śpiącego rycerza”. Ze szczytu górskiego, zjechaliśmy na Krzeptówki, by „zdobyć” szczyt duchowy. Bo takim właśnie była Msza święta w Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej – wotum wdzięczności za ocalenie św. Jana Pawła II z zamachu w 1981 r. Zwieńczeniem zakopiańsko-tatrzańskich atrakcji była wizyta w nowoczesnym Centrum Edukacji Przyrodniczej Tatrzańskiego Parku Narodowego, gdzie dzięki najnowszym technikom multimedialnym usystematyzowaliśmy wiedzę zdobytą dzisiejszego dnia. Z wycieczki zapamiętujemy, że Tatry to nasze narodowe dobro – wszyscy jesteśmy ich współwłaścicielami, co czyni nas odpowiedzialnym za przekazanie ich w jak najlepszym stanie następnym pokoleniom.
Końcówka dnia upłynęła w klimacie zabaw na świeżym powietrzu :)

DZIEŃ SZÓSTY

Szósty dzień naszych kolonii rozpoczął się bardzo wcześnie – pobudką o godz. 5.30 (!) Powodem tak wczesnej pory opuszczenia łóżek był plan zdobycia Krakowa. I udało się! Wizytę w grodzie Kraka zaczęliśmy od Mszy św. w dominikańskim kościele Trójcy Świętej. Po Eucharystii rozpoczął się bogaty w opisy (zarówno historyczne jak i legendarne) spacer pod przewodnictwem niezwykle sympatycznej pani Basi :) Zajrzeliśmy do sukiennic, wysłuchaliśmy hejnału z wieży mariackiej (nawet trzy razy), zeszliśmy do podziemi rynku (polecamy to stosunkowo nowe [i nowoczesne] muzeum przybliżające życie codzienne w realiach średniowiecznego Krakowa). Namacalną lekcją historii okazała się wizyta na Wzgórzu Wawelskim z grobami naszych królów, wieszczów, bohaterów narodu, świętych… Nie zabrakło oczywiście wspomnień o Janie Pawle II przy "oknie papieskim", a deserem na dzisiejszej historycznej uczcie stała się wizyta na renesansowym dziedzińcu Zamku Królewskiego. Na tej największej „krakowskiej scenie” i „placu balowym” część z nas zdobyła się na małe szaleństwo – taniec słynnej „belgijki”… Pobyt w Krakowie zakończyliśmy w Łagiewnikach, gdzie mieści się Sanktuarium Bożego Miłosierdzia – przybliżyliśmy sobie tutaj postać św. Faustyny Kowalskiej, odmówiliśmy koronkę, kupiliśmy pamiątki oraz rzuciliśmy okiem na panoramę miasta z przykościelnej wieży.

Jutro zapowiada się piękny dzień… Nie tylko ze względu na pogodę, ale przede wszystkim na to, jak go spędzimy. Piątek bowiem ogłaszamy DNIEM BEZ TELEFONU – będzie zabawa, śmiech, prawdziwe spotkanie z drugim człowiekiem (!) Będzie trudno, ale damy radę ;) (w razie potrzeby, rodzice mogą się kontaktować z księdzem – numer podany jest na karcie ze szczegółami dotyczącymi kolonii).

DZIEŃ SIÓDMY

Wyjątkowy dziś dzień – po pierwsze spędzony „na miejscu”, po drugie – bez telefonów komórkowych (!) Tak! Oczy Was nie mylą! Wytrzymaliśmy caluśki dzień nie przesuwając paluchami po multimedialnych ekranach! Czym zapełniliśmy zaoszczędzony czas? Zabawami i budowaniem relacji z kolegami i koleżankami – bo przecież, nie ma się co czarować, telefony miały pomagać budować więzi, a stały się przyczyną większego osamotnienia tych, którzy z nich nieumiejętnie korzystają… Była zabawa w Ćwierćlandię, w której mieszkańcy, chcąc zdobyć uznanie króla musieli przygotować totem, flagę, potrawę i hymn w kolorze swojej krainy; była zabawa w „zajączka” – dzięki wykonywaniu zadań specjalnych próbowaliśmy odszukać zaginionego Kacpra; był też wieczór talentów. Ku wielkiemu zdziwieniu organizatorów dzisiejszego dnia, koloniści byli zadowoleni z jego przebiegu. Nie zdecydowali się jednak na pozostawienie swoich komórek w depozycie na kolejną dobę…

DZIEŃ ÓSMY 

Dzisiejszy dzień można podsumować w czterech punktach: 

  1. Zabawa w parku linowym 
  2. Msza św. przy grobie założyciela Ruchu Światło-Życie (popularnie zwanego Oazą) - ks. Franciszka Blachnickiego
  3. Zabawy na świeżym powietrzu
  4. Podsumowanie kolonii w formie multimedialnego quizu. 

Resztę można zobaczyć na zdjęciach :) 

DZIEŃ DZIEWIĄTY

Od samego rana towarzyszy nam myśl o tym, że wszystko, co ma swój początek, musi też mieć i swój koniec… Wszystko, co ponad tydzień się rozpoczęło, dziś było po raz ostatni… Ostatnie wspólne posiłki, ostatnia wizyta w kościele parafialnym, ostatnie wspólne rozmowy i zabawy, ostatnia górska wyprawa… Nostalgicznego klimatu dodawała niezbyt przyjemna pogoda. Nic jednak z tych rzeczy, nie przeszkodziło nam w realizacji naszych planów. Po niedzielnej Eucharystii i obiedzie wyruszyliśmy na wycieczkę, na wizytówkowy pieniński szczyt, jakim są Trzy Korony (982 m npm). Mimo, że to niewielkie wzniesienie (w porównaniu ze zdobywanym przez nas wcześniej Lubaniem), poczuliśmy „pazurka” tej górki w nogach… Niestety, z racji sporej mgły, a chcąc doświadczyć piękna widoku panoramy, tym razem musieliśmy się obejść smakiem – widać było nic :( Potraktowaliśmy to jednak jako zaproszenie, by w Pieniny przybyć jeszcze raz – zobaczyć to, czego tym razem zobaczyć się nie udało.

A potem, wieczornym podziękowaniom nie było końca... Dziękowali wszyscy wszystkim – dosłownie! Mamy nadzieję, że spędzony razem czas na zawsze zapadnie w naszych sercach i głowach i pomoże w byciu choć trochę lepszymi ludźmi :)

DZIEŃ DZIESIĄTY - OSTATNI

Ostatni dzień kolonii nie oznacza, że nic ważnego już się nie wydarzy. Przynajmniej nie u nas. Dzień powrotu do domu miał bowiem trzy ważne punkty: po pierwsze wizyta (Msza święta) na Jasnej Górze - na wielu z nas spotkanie z Maryją w ikonie Czarnej Madonny zrobiło niemałe wrażenie. Za Jej wstawiennictwem prosiliśmy Pana Boga w naszych intencjach, które wcześniej zapisywaliśmy na kartkach. Drugim ważnym momentem dnia - i jednym z najważniejszych całego wyjazdu (!) - był posiłek w pewnej przydrożnej "restauracji" z charakterystyczną literą M w logo. Trzecim zaś - wymarzone spotkanie z rodzicami! 

Dziękujemy Panu Bogu za pięknie i bezpiecznie przeżyty wspólnie czas (a do tego w pięknej, idealnej wręcz pogodzie)! Dziękujemy dobrym ludziom - wszystkim opiekunom - paniom Karolinie i Wiktorii, panom Sebastianowi i Mikołajowi oraz pani Honoracie, naszej pielęgniarce - naprawdę dużo z siebie dali, by czas wakacji był dla nas nie tylko bezpieczny, ale też radosny i na pewno niezapomniany! Dziękujemy pracownikom Gościńca Pienińskiego (polecamy szczerze to miejsce, nie tylko na nocleg, ale też na popołudniowy lunch w przerwie między spływem Dunajcem, a wspinaczką na pobliski Lubań) za prawdziwą gościnę - życzliwe przyjęcie i pyszne domowe posiłki! Dziękujemy naszym przewodnikom - panu Staszkowi (warto zajrzeć na jego stronę: TUTAJ) - nie tylko za przekazywaną wiedzę i umiejętności, ale przede wszystkim za życiową mądrość, którą humorystycznie wplatał w swoje gawędy oraz pani Basi za pełną ciepła i radości wycieczkę po Krakowie. Dziękujemy panu Kazikowi z firmy SKOJAN za bezpieczne i pełne życzliwości prowadzenie naszego autokaru. No i naszym rodzicom dziękujemy - bo kim my bez nich byśmy byli... ;) 

PS. Gdyby ktoś chciał więcej zdjęć, proszę wysłać maila z takim życzeniem na adres: xkrzybor@gmail.com :) 

 

 

Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali.

Jan Paweł II

Polecamy

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
107 0.037841081619263